Jak Kraków pozbył się murów?

Nuremberg_chronicles_-_CRACOVIAaaa-001
Najstarszy widok „trójmiasta krakowskiego” – drzeworyt zamieszczony w Kronice Świata Hartmanna Schedla z 1493 r.

                                                                                                                                               Rozbiórkę krakowskich murów obronnych zakończono około 1820 r. Jeszcze jednak pod koniec XIX w. wyburzono klasztor św. Ducha. Na nic zdały się protesty samego Jana Matejki. Wtedy dopiero mieszkańcy uświadomili sobie w pełni, że miasto na własne życzenie pozbyło się wielu cennych zabytków – mówi dr hab. Michał Baczkowski

Ireneusz Dańko: Na krakowskich Plantach trwa jeszcze odtwarzanie zarysu dawnych murów miejskich. Czy wiemy dokładnie, jak wyglądały i którędy biegły przed rozbiórką na początku XIX wieku? 
Dr hab. Michał Baczkowski, zastępca dyrektora Instytutu Historii UJ: – Na szczęście, zachowało się wiele ilustracji z tamtego czasu. Nie brakuje też wcześniejszych opisów, rycin, a nawet planów z okresu powstania kościuszkowskiego. Mniej więcej znamy więc wygląd poszczególnych baszt, bram i reszty fortyfikacji. W średniowieczu i renesansie mury prezentowały się nie najgorzej. Podwójne, długości ok. 3,4 km, stanowiły niezłe – jak na tamte czasy – zabezpieczenie przed napastnikami. Potężniejszy mur wewnętrzny sięgał ośmiu metrów wysokości i dwóch metrów grubości. Był wielokrotnie przebudowywany. Pierwotna, niższa kondygnacja z kamienia pochodziła z XIV, a nawet XIII wieku. W następnych stuleciach została podwyższona cegłami, choć bywało i tak, że niektóre odcinki obniżono, pokryto daszkami, zgodnie z ówczesnymi zasadami obrony miast. Szerokość i wysokość murów zmieniała się w zależności od ukształtowania terenu. Cieńsze i niższe stały na terenach bagnistych, czyli w rejonie dzisiejszego Muzeum Archeologicznego i zamku wawelskiego. Grubsze broniły miasta od północy, gdzie zachowała się Brama Floriańska z Barbakanem. Tamten kierunek uważano za najbardziej zagrożony, ponieważ brakowało przeszkód naturalnych. Mur zewnętrzny, po którym żaden ślad nie pozostał, na ogół nie przekraczał dwóch metrów i kilkudziesięciu centymetrów grubości. Służył strzelcom stojącym w pozycji wyprostowanej.Znamy dokładną liczbę baszt przed rozbiórką?– To może być dyskusyjne. W okresie świetności było ich 47. W XVIII wieku niektóre zaczęły jednak się sypać. Dlatego trudno jednoznacznie określić liczbę. Wątpliwości nasuwa już zresztą sam sposób liczenia. Baszty, które obniżano do wysokości murów, nie figurowały wszak w niektórych zestawieniach. Nie pomylę się jednak dużo, jeśli oszacuję ich liczbę na około 40.W jakim stanie doczekały mury XIX wieku?– Główny wewnętrzny mur stał prawie nienaruszony, natomiast zewnętrzny częściowo był już rozebrany, częściowo sam rozsypał się ze starości. Całość uzupełniały liczne dobudówki z domami prywatnymi, składami, ogródkami warzywnymi. Przed murami ciągnął się wał ziemny, zdewastowany w XVIII w. Biegły też dwie fosy, w większości zabagnione, zamulone, pozbawione jakiegokolwiek znaczenia obronnego. Podobnymi fortyfikacjami dysponował także Kazimierz. Od XVII w. pozostawały one jednak w stanie całkowitego upadku. Praktycznie nie posiadały żadnych baszt obronnych poza wieżami, w których umieszczono bramy.

Czy krakowskie mury na przełomie XVIII i XIX w. służyły do obrony?

– W zasadzie stanowiły już tylko pamiątkę przeszłości. Ostatni raz wykorzystano je do celów militarnych podczas konfederacji barskiej. Przeciwnikiem były jednak słabe oddziały rosyjskie bez sprzętu oblężniczego. Gdyby pojawiła się poważniejsza armia z dobrym uzbrojeniem, to takie mury do niczego się nie nadawały. Już zresztą w XVI wieku kwestionowano ich przydatność do obrony. Pierwsze oblężenie Krakowa doby nowożytnej – w 1587 r. przez arcyksięcia Maksymiliana Habsburga, pretendenta do polskiego tronu – odparte zostało dzięki wałom wzniesionym w odległości od pół do kilometra od murów. Stare Miasto uznawano już wtedy za zbyt małe, aby pomieścić dużą załogę broniącą stolicy. Jedynie podczas potopu szwedzkiego mury odgrywały dość ważną rolę, ale tylko podczas oblężenia miasta przez Szwedów. Później, gdy Polacy oblegali Kraków, by odbić miasto z rąk najeźdźcy, to szwedzkie wojsko przed linią murów (także Kazimierza) usypało nowe ziemne wały i bastiony. W oparciu o nie Szwedzi bronili się tutaj przeszło rok.

Na czym polegała przewaga wałów ziemnych nad kamiennym murem?

– To proste. W razie ostrzału przez artylerię przeciwnika wysoki mur był niebezpieczny dla obrońców. Rozpadające się ściany raziły ich odłamkami po każdym wybuchu. Natomiast w wale ziemnym pociski zwykle grzęzły. W drugiej połowie XVII w. zmodernizowano fortyfikacje, sypiąc nowe bastiony ziemne. Największy stał przed Bramą Sławkowską. Niestety, do dziś nie pozostał po nim żaden ślad. Anachroniczna konstrukcja krakowskich murów ujawniła się najpełniej podczas wojny północnej na początku XVIII w. Miasto przechodziło wtedy z rąk do rąk. Pod wrażeniem tych doświadczeń król August II Mocny podjął próbę odnowienia murów. Chciał część zburzyć, a w wolnych miejscach zbudować nowe umocnienia. Modernizację rozpoczęto od likwidacji Bramy Grodzkiej. W jej miejsce powstała prowizoryczna, ziemno-drewniana konstrukcja i na tym właściwie zakończono prace.

Można by rzec, że to początek niszczenia murów miejskich Krakowa.

– Poniekąd. Wtedy jeszcze nie chodziło o ich wyburzenie, lecz o zasadniczą przebudowę. W końcu XVIII w. nikt w Krakowie nie zamierzał na poważnie bronić się w obrębie murów. Tadeusz Kościuszko podczas insurekcji, przygotowując miasto do obrony przed ewentualnym atakiem wojsk rosyjskich czy pruskich, nakazał sypanie wałów w odległości około kilometra od średniowiecznych murów. Te wały rzeczywiście usypano na długości kilku kilometrów. Ale nie na wiele się zdały. Podobnie jak prymitywne wzmocnienie murów, polegające głównie na zasypaniu części bram, aby nieprzyjaciel nie mógł z marszu ich pokonać. Później, po wkroczeniu wojsk zaborczych, okazało się, że większość bram jest nieprzejezdna. To ostatni przykład, że rozważano obronę za murami, aczkolwiek bez przekonania.

Skoro nie obronne, to może inne znacznie użytkowe miały mury?

– W gruncie rzeczy wyłącznie policyjne, porządkowe. Przy każdej bramie czy furcie stała wartownia czy kordegarda, jak je wówczas nazywano. Żołnierze kontrolowali w nich ruch ludności. Sprawdzali, kto wchodzi, kto wychodzi, wyłapywali dezerterów i przeciwników politycznych, nie wpuszczali za mury włóczęgów, żebraków, podejrzanych o przestępstwa. Regulowali też wwóz artykułów monopolowych, głównie tytoniu.

Mury były więc użyteczne dla władz miasta.

– Nie bardzo. W tamtym okresie za murami żyła już mniejszość krakowian. W 1792 r. formalnie do miasta włączono przedmieścia i miejscowości satelitarne, jak Kleparz czy Kazimierz. W końcu XVIII w. dla wszystkich było jasne, że Kraków to cały zespół miejski, a nie teren za murami. Ostatecznie w 1800 r. Austriacy wytyczyli nowe granice Krakowa ok. 1-2 km poza murami. Sprawowano więc kontrolę celną, ale jedynie nad centralną dzielnicą. Stąd rodziły się rozmaite projekty rozbiórki murów miejskich, aby zbudować nowe wartownie, nowe odwachy, nowe rogatki miejskie tam, gdzie faktycznie biegną granice miasta.

KR067-001
Rycina ukazująca mury obronne Krakowa i Barbakan , przełom XVIII i XIX w.

Mieszkańcy Starego Miasta też nie widzieli korzyści w istnieniu murów?

– W gruncie rzeczy nie miały one dla nich większego znaczenia. Na przełomie XVIII-XIX w. za murami mieszkało 8-10 tys. ludzi, a cały Kraków liczył wówczas ok. 24 tys. Liczba ludności rosła, ale przede wszystkim inwestowano poza murami. Sam Rynek służył jako plac targowy.

Kto zdecydował o zburzeniu murów?

– Władze austriackie, a konkretnie Gubernium dla Zachodniej Galicji w 1803 r. Oficjalnym powodem była potrzeba pozyskania materiału rozbiórkowego do koniecznych inwestycji miejskich. Chodziło głównie o budowę kanałów w obrębie starego Krakowa. Żeby sprawę poprowadzić najniższym kosztem, zaproponowano na ten cel mury miejskie. Taki wniosek Gubernium już rok później zyskał aprobatę cesarza Franciszka II.

Krakowianie mieli cokolwiek do powiedzenia w tej sprawie? Czy wszystko działo się ponad ich głowami?
Decyzje – jak wspomniałem – podejmowały władze austriackie, aczkolwiek w sprawę angażował się też miejski urząd budowlany, jedna z agend ówczesnego magistratu, który częściowo obsadzali Polacy, a częściowo urzędnicy przybyli z zewnątrz. Z informacji, do których dotarłem, wynika, że nikt nie sprzeciwiał się wyburzeniu. Wręcz przeciwnie, duża grupa krakowskich kupców mocno interesowała się rozbiórką jak największej części murów w celach spekulacyjnych. Aby jednak właściwie ocenić tamtą decyzję, musimy umieścić ją w szerszym kontekście. Na przełomie XVIII-XIX w. burzono wszystko, co wydawało się zbędne. Przede wszystkim znikło wiele starych kościołów, kaplic, klasztorów. W ten sposób powstał np. plac Szczepański, usytuowany w miejscu dawnych zabudowań klasztornych, które służyły za koszary dla armii austriackiej. Chętnych do nabycia materiału rozbiórkowego nie brakowało. Początek XIX w. to okres prosperity w Krakowie po upadku miasta w ostatnich latach I Rzeczypospolitej. Potrzebowano budulca pod nowe inwestycje miejskie, a z murów można było pozyskać nie tylko kamień i cegły, ale również drewno.Nie rozumiano wówczas potrzeby ochrony zabytków?– Jeszcze nie. Uważano, że miasto zyska na urodzie, kiedy pozbędzie się niepotrzebnych, zaniedbanych reliktów przeszłości. W podobny sposób myślano wówczas w całej Europie. Mury i inne stare budowlane uważane za zbędne burzono wszędzie. Kraków nie był żadnym ewenementem. Pod panowaniem austriackim, dużo wcześniej, bo już po I rozbiorze rozpoczęto likwidację murów miejskich we Lwowie. Traktowano to jako standardowe posunięcie nowoczesnych władz miejskich i państwowych. Wśród krakowian nie podnosiły się żadne głosy za pozostawieniem murów. Jedynie w kręgach austriackiej komendy rozważano wciąż, czy nie zachować ich do celów policyjnych lub odparcia nieskoordynowanego ataku w razie buntu na prowincji. Zadecydował jednak koszt ewentualnego remontu murów i ich bieżącego utrzymania. Padały konkretne sumy rzędu 1500 złotych reńskich za roczne utrzymanie i 25 tysięcy na zabezpieczenie walących się fragmentów, które zagrażały życiu wartowników i mieszkańców. To nie były wielkie kwoty. Tyle samo kosztowała wówczas budowa kamienicy, ale i tak okazało się to za drogo.Mimo to kilka lat zwlekano z realizacją decyzji cesarza.– Od 1804 r. wciąż trwała dyskusja. Po wybuchu wojny francusko-austriackiej nikt nie zawracał sobie głowy rozbiórką murów, zwłaszcza że wtedy właśnie rozpatrywano możliwość antyaustriackiej ruchawki ze strony szlachty. Do burzenia przystąpiono dopiero w listopadzie 1806 r., gdy wojna się skończyła, choć paradoksalnie właśnie wtedy pojawiło się nowe zagrożenie dla Austriaków: wojska Napoleona na terenie zaboru pruskiego i realna szansa odbudowy państwa polskiego. Do końca 1807 r. znikły cztery podstawowe bramy miejskie.

Z której strony?

– Ze wszystkich. Rozebrano bramę Wiślną, kończąca ulicę Wiślną, bramę Szewską, Sławkowską i Mikołajską. Przy okazji pojawił się jednak ciekawy problem. W 1807 r. wojsko austriackie zaproponowało, by w miejsce zniszczonych murów postawić mniejszy murek do celów policyjnych, a pozbawione bram ulice zawalić belkami. W sumie chodziło o zabarykadowanie 20 ulic wychodzących na zewnątrz starego Krakowa. Obawiano się, że bez bram nadciągnie do miasta fala włóczęgów, przestępców i prostytutek. W trakcie poważnej dyskusji między przedstawicielami wojska, magistratu i starosty (wszyscy narodowości niemieckiej) okazało się, że cesarz zabronił jednak stawiania murów powyżej trzech metrów wysokości. Chodziło o to, by ulice kończące się dotąd ślepo na murach i fosach przedłużyć na przedmieścia i wpuścić stamtąd świeże powietrze do zatęchłego centrum. Mimo sprzeciwu wojska starosta jasno stwierdził wtedy, że cesarz nie życzy sobie ponownego zabarykadowania miasta. Na tym zakończyła się dyskusja i rozstrzygnął się los murów.

Zachowała się jednak część z Bramą Floriańską i Barbakanem. Dlaczego?

– To w pewnym stopniu zasługa austriackich wojskowych, którzy do końca walczyli o zachowanie przynajmniej części murów i utrzymania kontroli nad tą największą bramą do miasta.

Chwileczkę. Przecież opodal bramy wisi tablica pamiątkowa, która wymienia profesora Feliksa Radwańskiego jako człowieka, któremu mury floriańskie zawdzięczają ocalenie.

– Tak, ale to sprawa późniejsza. Wojskowi austriaccy jako pierwsi opóźnili rozbiórkę murów. W 1809 r. musieli jednak opuścić Kraków, który przyłączono do Księstwa Warszawskiego, i burzenie kontynuowano.

Kto realizował rozbiórkę pod nieobecność Austriaków?

– Polski magistrat. Warto pamiętać jednak, że wówczas rozbiórka była już daleko posunięta. W czasie Księstwa Warszawskiego zlikwidowano przede wszystkim same mury, które blokowały wyjścia na kolejne ulice. I to trwało aż do zajęcia Krakowa w 1813 r. przez wojska rosyjskie. Przez następne dwa lata prace zwolniły, choć działał magistrat kontrolowany przez Rosjan. Ruszyły po 1815 r., kiedy powstało Wolne Miasto Kraków, czyli odrębna struktura państwowa rządzona przez Polaków. Prace raz przyśpieszały, raz zwalniały. Równocześnie niwelowano wał przed murami. Krakowskie władze podjęły plan uporządkowania miasta z czasów austriackich. Materiał z rozbiórki miał trafiać jak poprzednio na budowę infrastruktury miejskiej. Początkowo jednak kupy gruzu zalegały dokoła Starego Miasta, szpecąc okolicę. Dopiero po kilkunastu latach ruszyła budowa kanalizacji i kamienic z pozyskanych materiałów, pochodzących nie tylko z rozbiórki murów miejskich, ale także ze starego ratusza i niektórych kościołów.

Wtedy pojawia się profesor Radwański i anegdotyczne spory wokół tego, czy zburzenie murów nie zaszkodzi zdrowiu krakowian?

– Tak. Względy zdrowotne rzeczywiście podnoszono, broniąc idei pozostawienia murów. Nie było to zresztą trudne, wystarczy przejść się pod kościół Mariacki, aby poczuć, jak silne wiatry hulają czasami po Rynku. Polemiki dotyczyły też nowego zagadnienia, tzn. zachowania murów jako zabytków kultury. Jeszcze w latach Księstwa Warszawskiego wszyscy godzili się, że burzenie choćby i starych budowli, ale zbędnych, jest rzeczą normalną, użyteczną, potrzebną. Traktowano to jako świadectwo modernizacji ówczesnego społeczeństwa. W czasach Rzeczpospolitej Krakowskiej zaczyna się rodzić nowy pogląd, że zabytkowe budowle same w sobie są wartością, jako świadectwo minionej świetności Polski. Powstanie murów na ogół wiązano z epoką Kazimierza Wielkiego. I choć nie miało to wiele wspólnego z prawdą historyczną, to traktowano je jako symbol potężnego, inwestującego Krakowa i kraju.

Nie wstrzymano jednak całkiem rozbiórki murów.

– Rzeczywiście. Ważne było jednak, że pierwszy raz pojawiły się głosy sprzeciwu wobec niszczenia zabytku. Nie panowała już jednomyślna opinia, że tak należy robić.

Skąd padały głosy sprzeciwu?

– Najczęściej z kręgu magistratu. Urzędnikami byli zwykle przedstawiciele elit krakowskich: kupiectwa, inteligencji, rodzącej się burżuazji. Protestowało też sporo osób związanych z uniwersytetem, a nawet szlachta osiadła w mieście, która nie interesowała się spekulacją materiałem rozbiórkowym. Feliks Radwański urósł do rangi symbolu – obrońcy murów floriańskich, ponieważ jako jeden z pierwszych uznał mury za wybitny zabytek przeszłości. Przekonywał też, że ich pozostałości są dumą krakowian, a nie przedmiotem wstydu. Z drugiej strony, warto pamiętać, że nawołujący do obrony murów miejskich, sami nierzadko optowali za przebudową czy nawet rozbiórką Sukiennic. Tenże Radwański proponował je zastąpić nowym, według niego – piękniejszym, gmachem zaprojektowanym przez syna. O tym, że nie były to czcze obawy, świadczy los zabytkowego Ratusza, na którego rozbiórkę zezwolił magistrat. Trzy lata gruzy leżały na Rynku, choć został zniszczony, aby rzekomo upiększyć miasto. Głosy sprzeciwy były stosunkowo nikłe. To samo dotyczyło Zamku Królewskiego na Wawelu. Niewielu zdaje sobie sprawę, że większość jego średniowiecznych murów zburzono za Rzeczpospolitej Krakowskiej w latach 20. XIX wieku. Uznano je po prostu za niepotrzebne i przestarzałe.

Kiedy więc całkowicie wstrzymano burzenie murów i innych zabytków Krakowa?– Rozbiórkę murów zakończono około 1820 r. Jeszcze jednak pod koniec XIX w. wyburzono klasztor św. Ducha. Na nic zdały się protesty samego Jana Matejki. Wtedy dopiero mieszkańcy uświadomili sobie w pełni, że miasto na własne życzenie pozbyło się wielu cennych zabytków. Co ciekawe, ci, którzy protestowali, byli zazwyczaj silnie związani z Krakowem, ale nie wywodzili się z jego tradycyjnego mieszczaństwa. Pochodzili ze szlachty, arystokracji i inteligencji. Szersza opinia publiczna nie istniała w dzisiejszym rozumieniu. W Krakowie to była właściwie sprawa kilkudziesięciu osób – urzędników magistrackich, pojedynczych profesorów, księży, wybitniejszych osobistości. Ocalenie czegoś w latach 20. XIX wieku nie oznaczało jeszcze, że rozbiórki nie dojdzie po 20 latach. Tak stało się ze średniowieczną „szyją”, która łączyła Barbakan z Bramą Floriańską.Ile ocalało do dziś murów miejskich?– Poza północnym odcinkiem z Bramą Floriańską zachowało się jeszcze kilka odcinków, co do których nikt nie zgłaszał żadnych pretensji. Chodzi o te fragmenty, w które wbudowano inne zabudowania, głównie klasztorne. Ich łączna długość jest większa niż murów floriańskich. Przetrwały do dziś nienaruszone, choć nie są tak spektakularne. Nie posiadają np. pełnych wież. Odrębnie należy potraktować fortyfikacje Kazimierza, które w większości same rozsypały się ze starości, a potem wraz z rozwojem budownictwa zostały rozebrane. Dziś możemy zobaczyć kilka ich fragmentów, m.in. od strony Wisły i ul. Skałecznej, gdzie są nawet średniowieczne blanki. W klasztorze Augustianów zobaczyć możemy też jedną basztę wtopioną w mur. Razem mają długość porównywalną do tych, które zachowały się wokół Starego Miasta. Są jednak znacznie niższe, cieńsze, pozbawione baszt, a zatem mniej malownicze.

Tekst pochodzi z: http://krakow.wyborcza.pl/krakow/1,42699,3635479.html#ixzz3y4W7pdil

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *