Warszawa – Kraków – konspiracja. Garść przemyśleń

Tematyka oporu zbrojnego i cywilnego wobec niemieckiego okupanta w czasie II wojny światowej cały czas budzi zainteresowanie Polaków. Pomimo iż od wydarzeń z lat 1939-1945 minęło plus minus osiem dekad i świadków tamtych czasów pozostało bardzo niewielu, kolejne pokolenia zapoznają się z tymi zagadnieniami. Oczywiście, zazwyczaj nie jest to połączone z jakąś głęboką refleksją. Polega na oglądaniu seriali lub filmów a także grania w gry, których tłem (a bywa i że treścią) są czasy niemieckiej nawały. Nie brakuje też publikacji popularnonaukowych oraz literatury luźno powiązanej z czasem minionym, gdzie miłosne lub kryminalne perypetie, zazwyczaj równie dobrze mogłyby toczyć się we wcześniejszych lub późniejszych czasach. Wracając jednak do zasadniczego nurtu obranej tematyki, to stwierdzam iż zagadnienia podziemia niepodległościowego, konspiracji a także walki cywilnej, w zbiorowej polskiej pamięci, utkwiły w postaci kliszy z pejzażem geograficznie mazowieckim, a szczególnie stołecznym. Lokalizacja mocna i jednoznaczna. Pomimo, iż kolejne seriale kręci się na ulicach Łodzi lub czasami i w plenerach lubelskich, prawie zawsze mowa o Warszawie i jej najbliższych okolicach. Przykładem nieco innym mogą być szkolne podręczniki do nauczania historii. Kiedyś, analizując na potrzeby referatu, treści i formę przekazu w książkach gimnazjalnych, odnośnie harcerskiej konspiracji odkryłem, iż wszystkie te wydarzenia zdarzyć się miały albo w Warszawie, albo gdzieś w przestrzeni nieokreślonej, niedopowiedzianej – czyli nigdzie?

Odwołam się tutaj do ekspozycji przeszłości, wystawiennictwa muzealnego, którego znaczenie we wpływie społecznym a także w polityce historycznej państw z dziesięciolecia na dziesięciolecie rośnie na znaczeniu. Dowodem na tę tezę są budżety nowych – flagowych instytucji – szczególnie w krajach Europy Zachodniej, ale i u nas projekty ostatnich lat – szczególnie gdański i warszawski nie odstają pod żadnym względem od tych zza zachodniej strony Odry. Dlatego też, nawiązując do kształtowania pamięci historycznej w Polsce od 1945 r., gdy Kraków budował swój muzealny wizerunek lat okupacji, przyjmowane to było przez Warszawę zazwyczaj z dużymi oporami, krytyką, czasem z powątpiewaniem, wyśmiewaniem a może nawet skrywanym politowaniem. Gdy niemal dekadę temu otwierano wyremontowany budynek a później nową ekspozycję stałą Muzeum Armii Krajowej im. gen. Emila Augusta Fieldorfa „Nila” w Krakowie, na stronach internetowych instytucji aż roiło się od ubliżających lub co najmniej drwiących komentarzy. Zazwyczaj ich autorami były osoby o sporej wiedzy na temat konspiracji warszawskiej, na pewno byli to miłośnicy historii i bywalcy muzeów oraz pokazów rekonstrukcji historycznych. Jednak domorośli ci „historycy” nie potrafili wyjść poza te terytorialne ograniczenia. Zazwyczaj nie mieli pojęcia o podwawelskiej specyfice okupacji niemieckiej, zupełnie odmiennej niż warszawskiej. Tymczasem tutaj, w ówczesnej stolicy Generalnego Gubernatorstwa, nie brakowało osób zaangażowanych w prace podziemną. Wielu zapłaciło za to najwyższą cenę. To, że ta część historii (notabene niejednokrotnie wiążąca obydwa przywoływane w tekście miasta stołeczne i to nie tylko na gruncie personalnym) nie jest znana, co być może związane jest z tym, że do stolicy Małopolski w ostatnim dziesięcioleciu przybywało więcej turystów z zagranicy niż krajowych, a obcokrajowców rzadko interesują takie tożsame tylko dla miejscowych zagadnienia. Miejmy nadzieję, iż w związku z sytuacją pandemiczną, latem 2020 r. do Krakowa przybędzie jak najwięcej rodaków, którzy zwiedzą oddziały Muzeum Krakowa poświęcone tematyce wojennej a także przywołane już Muzeum AK, czy też Muzeum Lotnictwa Polskiego, które nota bene cieszy się stosunkowo wysokim zainteresowaniem osób niepolskojęzycznych, ponieważ znaczna część eksponatów zgromadzona na terenie dawnego lotniska, została wyprodukowana poza Polską. Wątki okupacyjne są jednak w tejże bardzo oryginalnej placówce, stosunkowo nieznaczne. W innych instytucjach kultury dawno nie pojawiały się znaczące wydarzenia, związane z czasami okupacji niemieckiej lat II wojny światowej, co nie oznacza, że tak pozostanie na zawsze. „Niedowiarkom” z Warszawy polecić można przejście Krakowa nie szlakiem często odwiedzanych „knajp”, ale tablic i pomników upamiętniających czyn zbrojny a szczególnie wojskowe i cywilne ofiary niemieckiego barbarzyństwa. Znamion takich na ciele miasta nie brakuje. Przykładowe kilkadziesiąt przedstawiono we wkładce do ostatniej edycji Śpiewnika Pieśni Patriotycznych, rozdawanego 11 listopada 2019 r. Krakowianom i turystom w „Tramwaju Patriotycznym”.

Zastanawiając się nad związkami Krakowa ze znanymi postaciami Polskiego Państwa Podziemnego, na samym początku przypomina mi się gen. Michał Karaszewicz-Tokarzewski, który przebywał w pobliżu ul. Józefa Piłsudskiego jesienią 1939 r., wypełniając zadanie zlecone mu przez władze podziemne.

Tadeusz Bór – Komorowski (1944)

Dłużej niż kilka tygodni pod Wawelem przebywał inny późniejszy komendant podziemnej armii, tj. Tadeusz Bór-Komorowski, którego mundur znajduje się na ekspozycji stałej Muzeum AK. Przyszły Komendant Główny zamelinowany był jako sprzedawca w sklepie przy ul. Zwierzynieckiej. Notabene jego szef z pracy był zarazem jego wojskowym podwładnym. Po dekonspiracji, Komorowski zmuszony był opuścić Kraków, ale powrócił tu na krótko wiosną 1944 r., w celu rekonwalescencji. Współpracowała z Borem wielka patriotka, pierwsza kobieta docent historii sztuki na Uniwersytecie Lwowskim, Karolina Lanckorońska. W swoich „Wspomnieniach wojennych” uchyla rąbka tajemnicy o tych wydarzeniach. Jeśli jesteśmy przy dzielnych kobietach, to w Krakowie właśnie, współpracowały ze słynnym „Kurierem z Warszawy” – Janem Nowakiem Jeziorańskim, dwie żołnierki –

Emilia Malessa

Emilia Malessa ps. „Marcysia” (żona słynnego cichociemnego mjr Jana Piwnika „Ponurego”) i Elżbieta Zawacka ps. „Zo” (cichociemna, prawie trzy dekady później dr Zawacka, na krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej habilitowała się w zakresie nauk pedagogicznych).

Elżbieta Zawacka

Pod Wawel przybyła także, znana aktorka, a w czasie wojny walcząca w szeregach AK w powstaniu warszawskim, Irena Kwiatkowska. Mimo skierowania do obozu po wyjścia z miasta po upadku powstania z ludnością cywilną, była skierowana do obozu, uciekła jednak i dotarła do Krakowa, gdzie w 1946 roku rozpoczęła pracę w kabarecie „Siedem kotów”. Kwiatkowska współpracowała tam m.in. z Konstantym Ildefonsem Gałczyńskim.

Irena Kwiatkowska

Stefan Kisielewski, fot.https://culture.pl/pl/tworca/stefan-kisielewski

 Spośród licznych ludzi kultury wspomnę   jeszcze, znanego muzyka i publicystę,   Stefana Kisielewskiego, który po tym jak   wziął czynny udział   w powstaniu   warszawskim, trafił do obozu w   Pruszkowie, skąd uciekł i  przez     Skierniewice trafił do Krakowa. Wykładał   tutaj w Państwowej  Wyższej Szkole   Muzycznej. Stanowiska wykładowcy
 w owej uczelni  pozbawiły go władze komunistyczne w 1949 r. Od 1945   r. związany był  „Kisiel” z krakowskim „Tygodnikiem Powszechnym”. Był autorem wielu  felietonów w wyżej podanym piśmie, gdzie publikował aż do 1989 roku.  Spośród licznych przybyłych do Krakowa warszawiaków, wspomnę  jeszcze Władysława Bartoszewskiego (pracownika BIP KG AK) i małoletniego Mariusza Waltera, przyszłego producenta telewizyjnego, który mieszkał z rodziną w budynku słynnego lokalu nocnego „Feniks”, znajdującym się przy ul. Św. Jana (ciekawostka: pierwszy budynek w Krakowie, który posiadał dwie windy). Z drugiej strony, w antyniemieckim zrywie w sierpniu 1944 r., do walki stawili się nie tylko rodowici mieszkańcy stolicy. Przeglądając powstańcze biogramy umieszczone na stronie Muzeum Powstania Warszawskiego, wielokrotnie znajdowałem kartoteki osób z innych miast, a najwięcej z Krakowa i Lwowa. Wiele z nich przeżyło wojnę a w okresie PRL-u, znalazło swoje miejsce do życia właśnie w Krakowie. To oczywiście przykłady, które nasunęły mi się bez jakiejś szczególnej kwerendy, jako pewne oczywistości i choć może te wiadomości mają wymiar nieco ciekawostkowy czy sensacyjny, to jednak mam nadzieję, że skłonią potencjalnych czytelników (nie tylko z Warszawy) do refleksji nad kilkoma proponowanymi tutaj zagadnieniami.

Pomiędzy dwiema stolicami, od niepamiętnych czasów trwa swoista rywalizacja, podsycana przez media różnej maści, ja jednak rzekłbym, że panuje tutaj faktyczna symbioza. Obydwa ośrodki uzupełniają się wzajemnie i dlatego ich mieszkańcy potrzebują siebie (w każdym czasie). Dziesiątki tysięcy warszawiaków przybyło po upadku powstania, szukać ocalenia do Krakowa, a jeszcze więcej do innych miast i wsi małopolskich (Kraków przepełniony był już wysiedlonymi z Wielkopolski, łódzkiego, Wołynia i Małopolski Wschodniej). Do Warszawy do pracy i nauki od lat jeżdżą Polacy z południa kraju. W ostatnich pięciu latach nawet Prezydent RP często przemierza ten dystans. Mieliśmy w III RP prezydentów warszawskich i gdańskich, teraz – dla równowagi – jest krakowski. Jak będzie w kolejnej kadencji – obywatele (nie tylko z Krakowa i Warszawy) zadecydują w najbliższych wyborach.

Tekst: Artur Jachna