O Stanisławie Sojczyńskim pseudonim „Warszyc” (1910-1947)

Stanisław był jednym z sześciorga dzieci w chłopskiej rodzinie państwa Sojczyńskich z Rzejowic pod Radomskiem. Przyszedł na świat 110 lat temu, a dokładnie 30 marca 1910 r. Ukończył seminarium nauczycielskie i szkołę podchorążych (w 1936 r. przeszedł do rezerwy w stopniu podporucznika). Do 1939 r. uczył języka polskiego w szkole powszechnej w znajdującym się nieopodal Częstochowy Borze Zająciskim.

Zmobilizowany do udziału w wojnie obronnej, we wrześniu 1939 r. walczył pod Hrubieszowem i Janowem Lubelskim. Szczęśliwie powrócił w rodzinne strony. W Rzejowicach odnowił przedwojenne znajomości z kolegami z organizacji społecznych i paramilitarnych. W ten sposób nawiązał kontakty z formującymi się lokalnymi strukturami niepodległościowymi. Stanisław Sojczyński wstąpił w szeregi Służby Zwycięstwu Polski, która niebawem przekształciła się w Związek Walki Zbrojnej, by ostatecznie przyjąć nazwę Armii Krajowej. Używał następujących pseudonimów: „Wazbiw”, „Wojnar”, „Świrski”, „Awr”, „Zbigniew”; do historii przeszedł jednak przede wszystkim jako „Warszyc”.

Pełniąc funkcję komendanta Podokręgu Rzejowice dowiódł swojej fachowości organizatorskiej. Awansował na zastępcę komendanta Armii Krajowej Obwodu Radomsko. Zarządzał także obwodowym Kierownictwem Dywersji. Jednym z jego sukcesów w tym okresie było rozbicie niemieckiego więzienia w Radomsku, które nastąpiło w nocy z 7 na 8 sierpnia 1943 r. Dzięki sprawnemu przeprowadzeniu operacji, wolność odzyskało około 50 więźniów. Oddział w sile 85 żołnierzy wykonał powierzone zadanie w ciągu 20 minut. W uznaniu powyższych zasług, Stanisław Sojczyński został odznaczony orderem Virtuti Militari.

Armia Krajowa została rozwiązana 19 stycznia 1945 r. rozkazem Komendanta Głównego Leopolda Okulickiego pseudonim „Niedźwiadek”. Stopniowo zajmujący ziemie polskie komuniści uważali AK za organizację wrogą, służącą „reakcyjnym” interesom elit Polski przedwrześniowej. Polskie Siły Zbrojne – powiązane z cywilnymi strukturami Polskiego Państwa Podziemnego – były dla nich nie do przyjęcia, ze względu na realizację zleconego w Moskwie celu, to jest zdobycia wyłącznej i całkowitej władzy nad Polską i jej mieszkańcami. Władze bezpieczeństwa nie przewidywały pertraktacji, a chciały całkowitej likwidacji podziemia. Część konspiratorów optymistycznie liczyła, iż ogłoszona przez władze amnestia umożliwi im ujawnienie się i legalną działalność. W praktyce wielu żołnierzy AK więziono, torturowano i nierzadko rozstrzeliwano. Tysiące skazywano na krajowe obozy pracy lub też katorgę w morderczych łagrach znajdujących się głębi Związku Sowieckiego. Sam „Niedźwiadek” został wywieziony na wschód i już nigdy stamtąd nie powrócił. Związane było to z wyjątkowo ostrym traktowaniem oficerów, dowodzących „zdezorientowaną masą żołnierską”, jak komuniści próbowali to przedstawiać propagandowo od 1956 r. Wrócić jednak należy do roku 1945, kiedy to ich niechęć do podziemia niepodległościowego była w mojej ocenie najsilniejsza.

Gdy siły sowieckie zajęły Radomsko, „Warszyc” zagrożony aresztowaniem przez NKWD, zmienił miejsce pobytu. Wrócił, gdy tylko stało się to możliwe w celu wznowienia nielegalnej działalności niepodległościowej. Osobisty autorytet umożliwił Sojczyńskiemu zjednoczenie kilkudziesięciu grup konspiracyjnych. Dnia 3 kwietnia 1945 r. powołał Konspiracyjne Wojsko Polskie, którego został Komendantem. Na początku 1946 r. struktury obejmowały ok. 2,5 tysiąca żołnierzy.Działalność organizacji obejmowała obszar województwa łódzkiego, a także – częściowo – kieleckiego, śląskiego i poznańskiego. Konspiracyjne Wojsko Polskie należy zaliczyć do grupy regionalnych organizacji, które na własną rękę podjęły prowadzenie działalności zbrojnej. Dla porównania podam przykład innej formacji, która także odżegnywała się od działalności politycznej i opowiadała się za utrzymywaniem w konspiracji struktur czysto wojskowych, podległych Naczelnemu Wodzowi w Londynie. Była to działająca od maja 1945 r. pod dowództwem podpułkownika Andrzeja Rzewuskiego pseudonim „Hańcza” Wielkopolska Samodzielna Grupa Ochotnicza „Warta”. Inne struktury warte wspomnienia w tym miejscu to: Ruch Oporu AK działający na Mazowszu, Armia Krajowa Obywateli operująca na ziemi białostockiej pod dowództwem podpułkownika Władysława Liniarskiego pseudonim „Mścisław”. W ramach tej ostatniej organizacji odtworzona została V Brygada Wileńska majora Zygmunta Szendzielarza pseudonim „Łupaszko”. Spośród organizacji lokalnych na wyróżnienie w omawianym okresie zasługują: działający na Podhalu Oddział Partyzancki „Błyskawica” majora Józefa Kurasia pseudonim „Ogień” oraz związany z Podkarpaciem Samodzielny Batalion Operacyjny Narodowych Sił Zbrojnych dowodzony przez kapitana Antoniego Żubryda pseudonim „Zuch”. Warto dodać, iż liczne miejscowe grupy zbrojne działające samodzielnie w różnych rejonach kraju, chętnie przybierały nazwę Ruch Oporu Armii Krajowej. Oblicza się, że latem i jesienią 1945 r. w nowo wytyczonych granicach polskich, walczyło w sumie ponad 340 oddziałów partyzanckich, liczących łącznie ok. 17 tys. żołnierzy. Warto dodać, iż rok później ilość oddziałów zmniejszyła się do 260, a liczba żołnierzy do ok. 8,5 tys. Coraz bardziej rwała się też łączność z władzami centralnymi, w związku z czym w praktyce część oddziałów nie podlegało żadnemu z ośrodków politycznych.

Największą akcją zbrojną Konspiracyjnego Wojska Polskiego było rozbicie aresztu w Radomsku nocą z 19 na 20 kwietnia 1946 r. Oddział liczący 170 żołnierzy uwolnił 57 zatrzymanych. Zdolności operacyjnych tejże jednostki, dowodzi fakt rozbicia grupy pościgowej i rozstrzelania na miejscu ośmiu enkawudzistów. Opisaną powyżej akcję uwolnienia więźniów można postawić w jednym szeregu z wieloma innymi operacjami wojskowymi przeprowadzonymi w innych rejonach kraju przez rozmaite oddziały podziemne. Zbrojni antykomuniści osiągnęli takie sukcesy między innymi w: Rembertowie (tutaj zanotowano rekordową ilość odbitych – z więzienia NKWD uwolniono ok. 700 więźniów), Grajewie, Dąbrowie Tarnowskiej, Piotrkowie Trybunalskim, Tarnowie, Kielcach, Radomiu, Kępnie, Krakowie i Pułtusku. Była to niezwykle zaciekła walka, prawdziwa wojna obronna, prowadzona przeciwko obcym najeźdźcom i ich miejscowym sojusznikom. Oprócz jednostek poakowskich (w większości przejętych przez Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”), funkcjonowały grupy wywodzące się z Narodowych Sił Zbrojnych i Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

Niestety, terenowa przewaga podkomendnych kapitana Sojczyńskiego okazała się stosunkowo krótkotrwała. Niebawem zaczęły się aresztowania i brutalne praktyki śledcze wobec ujętych żołnierzy podziemia niepodległościowego. W „terenie” starano się wykonać polecenie Biura Politycznego Komitetu Centralnego Polskiej Partii Robotniczej z sierpnia 1945 r., aby w każdym województwie odbył się przynajmniej jeden proces reakcjonistów z udziałem publiczności. Dnia 7 maja 1946 r. w kinie „Kinema” w Radomsku, którego dach zwieńczyło stanowisko ciężkiego karabinu maszynowego, odbył się kilkuminutowy proces pokazowy. Wobec spędzonej do budynku ludności oskarżonym nie pozwolono na zabranie głosu. Obrońca z urzędu również zachował milczenie. Wyroki były surowe, a wobec dwunastu podsądnych orzeczono karę śmierci. Mord sądowy przeprowadzili pijani funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego z Częstochowy, nocą z 9 na 10 maja. Uważam, że wspomniane wydarzenia stały się punktem zwrotnym dla organizacji. Konspiracyjne Wojsko Polskie zostało częściowo zdemobilizowane. Pozostałym pod bronią siłom przyszło mierzyć się z coraz silniejszym przeciwnikiem. Przywołane tu wydarzenia należy powiązać z polepszeniem koordynacji działań aparatu represji. W marcu 1946 r. została powołana międzyresortowa Państwowa Komisja Bezpieczeństwa z marszałkiem Michałem Rolą-Żymierskim na czele. Akcjami wymierzonymi w partyzantów kierowały odpowiednie dla danego obszaru, wojewódzkie komitety bezpieczeństwa, łączące działania bezpieki, wojska i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Wskutek powyższych praktyk, w połowie 1946 r. aktywność zbrojnego podziemia uległa zahamowaniu.

Parol na „Warszyca” i jego ludzi „zagiął” Pułkownik Mieczysław Moczar, znany z późniejszej niechlubnej kariery politycznej, a w omawianym okresie komendant Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Łodzi. Wiedział on ponadto, iż podziemie wydało na niego wyrok śmierci i gdyby tylko zaistniała taka sposobność – zostałby on bezwzględnie wykonany. Moczar utworzył specjalną grupę operacyjną w sile ok. tysiaca ludzi, której celem było zabicie lub pojmanie partyzantów oraz tych, którzy wspierali ich działalność. Dużą pomocą dla bezpieki okazał się jeden z pojmanych, który podjął współpracę i zdradził adres częstochowskiej meliny swojego dowódcy. Stanisława Sojczyńskiego aresztowano 28 września 1946 r., a 9 grudnia został on – wraz z jedenastoma podkomendnymi – postawiony przed Wojskowym Sądem Rejonowym w Łodzi. Sąd uznał „Warszyca” oraz 5 jego towarzyszy za niegodnych życia w budowanej w sojuszu z Moskwą „nowej” Polsce. Jeden z prokuratorów domagał się nawet dla komendanta Konspiracyjnego Wojska Polskiego czterokrotnej kary śmierci. Stanisława Sojczyńskiego zamordowano 19 lutego 1947 r. w Łodzi. Trzy dni później władze ogłosiły tzw. drugą amnestię. Aż 46 lat trzeba było czekać, aby Sąd Wojewódzki w Łodzi uchylił haniebny wyrok wydany w 1946 r.

Sześćdziesiąt dwa lata po mordzie sądowym, Lech Kaczyński jako Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej, uhonorował pośmiertnie Niezłomnego, podnosząc jego stopień wojskowy do rangi generała brygady. Dowodzone przez „Warszyca” Konspiracyjne Wojsko Polskie zapisało się w dziejach jako jedna ze znaczących lokalnych formacji podziemia zbrojnego z okresu lat 1945-1946. Postawić je można w jednym szeregu z łódzkimi strukturami Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”, Narodowych Sił Zbrojnych oraz Wileńskiego Ośrodka Mobilizacyjnego AK. Stanisław Sojczyński jest jednym z wielu bohaterów walk niepodległościowych, którzy swoich grobów nie mają. Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN prowadzi poszukiwania jego szczątków. Miejmy nadzieję, ze zakończą się one sukcesem i zapewniony zostanie mu godny pochówek. Będzie to także oddanie należnego hołdu dla 230 jego podkomendnych, poległych i zamordowanych w latach 1945–1955.

Tekst i rysunki Artur Jachna