Samuel Korecki – człowiek przed którym drżała Turcja!

O Samuelu Koreckim można powiedzieć wiele, ale nie to, że był człowiekiem pospolitym. Przygody wojenne, awantury polityczne, brawura i bohaterska śmierć – wszystko to czyni z Koreckiego legendę I Rzeczypospolitej.

Urodził się około roku 1586, w bogatej magnackiej rodzinie ruskiej. Wychował się w wierze prawosławnej. Był bardzo dobrze wykształcony, studiował na holenderskim uniwersytecie w Lejdzie. I chociaż należał do światowców, to duszę miał typowo polską i szlachecką. Miał też typowe dla naszych przodków wady i zalety. Był więc nieskory do posłuszeństwa, samowolny, skłonny do awantur, ale też odważny, a może nawet szalony. Nieustannie szukał wyzwań, które mogłyby zaspokoić jego wielkie ambicje. Niewątpliwie posiadał też wielką charyzmę i zdolność do pozyskiwania żołnierskich serc. Umiał zjednać sobie nawet trudnych we współpracy Kozaków. Gorliwie walczył z Tatarami i w fachu zagończyka osiągnął mistrzostwo.

Jego kariera wojskowa rozpoczęła się od służby u Stanisława Żółkiewskiego, potem w czasie rokoszu Zebrzydowskiego opowiedział się po stronie króla. W 1610 roku wziął udział w wyprawie na Moskwę, a kiedy w 1611 roku polskiej załodze na Kremlu brakowało żywności, podjął się im ją dostarczyć. Jedni mogą nazwać to szaleństwem, inni brawurą, ale ja nazwę to bohaterstwem. Samuel Korecki bowiem na czele tylko 500 ludzi, w okrutnym mrozie, przedarł się przez wojska rosyjskie i dostarczył oblężonym zapasów. Jakby tego było mało, Korecki po kilku dniach spędzonych na Kremlu, ponownie walcząc z oblegającymi, wrócił do obozu. Inni w takiej akcji straciliby życie, on tylko… odmroził sobie palce.

W sprawy polityki wewnętrznej raczej się nie wtrącał. Namieszał za to sporo na odcinku polityki zagranicznej. Poprzez swoje małżeństwo z Katarzyną Mohylanką włączył się bowiem w rozgrywki dynastyczne w Mołdawii i na Wołoszczyźnie. W swoich działaniach posunął się nawet do tego, że razem z Michałem Wiśniowieckim (ojcem sławnego „Jaremy”) wkroczył na czele Kozaków i innych niespokojnych dusz do Mołdawii. Na miejscu awanturnicy usunęli z tronu hospodara Stefana Tomżę, a na jego miejscu w listopadzie 1615 roku zainstalowali Aleksandra Mohyłę – szwagra Koreckiego i Wiśniowieckiego. Jednak już w następnym roku zostali wyparci. Korecki nie należał jednak do osób, które łatwo dają za wygraną. Ponownie zebrał wojska i znowu wyruszył do Mołdawii i w marcu pod Chocimiem pokonał wojska Tomży, a ostateczny cios zadał mu na terytorium osmańskim pod Benderami. Imperium Osmańskie i tak już zainteresowane wydarzeniami w Hospodarstwie Mołdawskim, które było jego protektoratem, zostało teraz dodatkowo sprowokowane. Hetman Stanisław Żółkiewski, który od początku był przeciwny tej ingerencji, miał teraz nie lada zmartwienie – działania Koreckiego, choć początkowo po cichu wspierane przez króla, mogły wciągnąć Rzeczpospolitą do wojny. Zdecydował się więc na trudny krok, kiedy przeciwko Koreckiemu i jego ludziom wystąpiły wojska tureckie, hetman nie ruszył na pomoc swoim rodakom. Wielu z ludzi Koreckiego widząc, że nie uzyskają wsparcia, zdecydowało się na powrót do ojczyzny. Ich dowódca jednak uparcie stał przy swoim i działał dalej z solidnie już uszczuplonymi siłami. I o dziwo, nieźle mu to wychodziło. Ostatecznie jednak 2 sierpnia 1616 roku uległ przewadze wroga i w bitwie na Sasowym Rogu dostał się do niewoli.

Więzienie w Stambule nie złamało go jednak. Przeciwnie, w następnym roku, odrodzony i nawrócony na katolicyzm, uciekł w przebraniu kupca na statek handlowy. Na tym jednak nie skończyła się jego egzotyczna przygoda. Statek został bowiem napadnięty przez korsarzy. Co zrobił nasz bohater, sarmata z krwi i kości? Objął dowództwo nad załogą i pokonał napastników. Potem spotkał się z papieżem Pawłem V, a w Wiedniu wstąpił do Milicji Chrześcijańskiej, która została powołana przez księcia Karola Gonzagę de Nevers do walki z Turkami. Teraz dopiero wrócił do Rzeczypospolitej.

Powrót do rzeczywistości nie był jednak łatwy, bo Korecki musiał pozałatwiać sprawy majątkowe i sądowe. Jednak kiedy ojczyzna była w potrzebie, w 1618 roku znowu stanął na czele swoich chorągwi. Harda natura i dawne uprzedzenia wzięły jednak górę i sprawiły, że Korecki nie podporządkował się Stanisławowi Żółkiewskiemu, w czasie bitwy pod Cecorą w 1620 roku oddał się jednak pod jego komendę. I tym razem nie obyło się jednak bez tarć. Po przegranej bitwie postawił na swoim i, nie słuchając rozkazów hetmana, postanowił przeprowadzić odwrót. Ten zakończył się jednak klęską, a Korecki został wyłowiony z Prutu. Kiedy stanął przed dowódcą, zamiast przyznać się do błędu, wymawiał hetmanowi, że spowodował panikę wśród żołnierzy. Do historii przeszła ironiczna odpowiedź wielkiego hetmana: „Jać tu stoję i woda ze mnie nie ciecze”. Doświadczony Żółkiewski wzniósł się ponad swoje prywatne pretensje i, doceniając talent wojskowy Koreckiego, mianował go jednym z dowódców podczas wycofywania taboru. 6 października armia Rzeczypospolitej poniosła jednak ostateczną klęskę, a Korecki ponownie trafił do tureckiej niewoli.

Tym razem jednak Turcy lepiej strzegli swojego znienawidzonego wroga. Zamknęli go w stambulskiej twierdzy Yedikule i dobrze pilnowali. On zaś zapewne, będąc świadomy powagi sytuacji, pisał listy do rodaków z prośbą o pomoc. Muzułmanie jednak byli tak zawzięci na Koreckiego, że nie chcieli za niego nawet okupu. Nie pomogła nawet interwencja angielskiego króla. Swojego ulubionego dowódcę chcieli też odbić Kozacy. Król ze swojej strony, żeby mówić o pokoju oraz ratować jednego z najsławniejszych awanturników i innych wziętych do niewoli żołnierzy, w 1622 roku wysłał do stolicy Imperium Osmańskiego poselstwo. O tym, jak bardzo Samuel Korecki musiał być dla Turków straszny, świadczy fakt, że na wieść o wspomnianej misji dyplomatycznej sułtan kazał go udusić. Więzień nie zamierzał jednak łatwo oddać swojego życia. Podobno 27 czerwca 1622 roku, kiedy zobaczył swoich oprawców, rzucił się na nich z gołymi rękoma i zabrał im nóż. Walcząc do końca, po raz ostatni potwierdził swoje bohaterstwo.

Korecki mógł być zwrócony ojczyźnie tylko martwy. Zakonserwowanego w smole przywieziono potajemnie do Rzeczypospolitej. Został pochowany we franciszkańskim kościele w Korcu.

Karina Kabacińska

Tekst ze strony:
https://polskaniepodlegla.pl